strona do druku



KONIEC KOŚCIOŁA ŁACIŃSKIEGO

(Odkrywanie świata)

KONIEC KOŚCIOŁA ŁACIŃSKIEGO

     Po Soborze Watykańskim II działo się rozmaicie.
     Pierwsi byli Holendrzy. Zaczęli odprawiać Mszę świętą po domach. Jeżeli wieczerza, to musi być Wieczernik. Musi być stół. Muszą być ludzie wokół stołu - tak jak apostołowie. Musi być ksiądz - tak jak Jezus. Ksiądz nie ubrany w albę ani w ornat, ani w stułę, tylko ksiądz w krawacie, w świątecznym ubraniu, w niedzielnym, ale ubraniu. Takim jak inni ludzie. Przecież Jezus był ubrany tak jak inni ludzie. Nie ubierał się w jakieś szczególne szaty. Przed każdym z uczestników ma być kielich, kieliszek czy lampka na wino. Przed każdym ma być chleb krajany albo bułka. Najpierw należy spożyć kolację. Po kolacji Eucharystia.
     Ale przy stole się zmieści 10 osób, 20 osób, 30 osób. Trzeba się liczyć z realiami. Tam gdzie wystarczy tylko mieszkanie, stół w jadalni, to dobrze. Przedtem też były takie Msze domowe - dla chorego, dla ciężko chorego, dla przewlekle chorego. Ale teraz wtłoczyć wielką ilość ludzi do małego pomieszczenia jest niemożliwe.
     A przecież należy budować wspólnotę, a nie czepiać się szczegółów. W tym celu Kościół, zgodnie z wytycznymi Soboru Watykańskiego II, urządził drobną a równocześnie istotną rewolucję: Zwrócił księdza w stronę ludzi. Dotąd ksiądz był odwrócony plecami do ludzi, twarzą do głównego ołtarza - w stronę tabernakulum, w stronę Boga, symbolizowanego przez ołtarz. Był jak przewodnik, wiodący za sobą rzesze ludzi. Jak reprezentant społeczności, za którą był odpowiedzialny. Teraz Kościół, zwracając księdza twarzą do ludzi, podkreślił, że on należy do tej społeczności, którą reprezentuje. Bóg jest w społeczności: "Jeżeli dwóch lub trzech zgromadzi się w imię moje, tam Ja jestem wśród nich". Bóg jest w Kościele. Nie w kościele materialnym, ale w Kościele duchowym - w ludziach wierzących w Boga i w Jego Syna Jezusa Chrystusa.
     Niektórzy księża narzekali. Że nieprzyzwyczajeni. Że czują się nieswojo, patrząc się na ludzi, czując wzrok ludzi na sobie.
     Ale przecież sama koncepcja była twórcza, wprost rewelacyjna dla społeczności kościelnej, dla wszystkich zgromadzonych. Również dla księdza: pomaga mu czuć się w jedności z wiernymi, czuć jedność społeczności, do której należy. Której przewodniczy, ale od której nie odstaje, ale jest jednym z wielu.

* * *

     Drugą rewolucję stanowiło wprowadzenie do liturgii na miejsce łaciny języka narodowego. To była konsekwencja tej pierwszej zmiany. Przecież gdy się modlimy razem, to w języku zrozumiałym przez wszystkich. Tutaj wspominamy z podziwem świętych Cyryla i Metodego, którzy przed 1100 laty z górą przyszli do narodów słowiańskich z liturgią sprawowaną w ich języku. Teraz to samo dokonało się w Kościele wobec każdego narodu, który wyznaje Jezusa Chrystusa jako Słowo Boże.
     W tym miejscu trzeba zdać sobie sprawę, że w oczach innych religii czy też innych wyznań chrześcijańskich byliśmy łacinnikami - religią łacińskiego obszaru językowego.
     Łacina zdominowała nasz Kościół. Nie tylko cała liturgia była sprawowana w języku łacińskim, ale również teologia była wykładana na całym świecie po łacinie. Nie tylko w Europie, co można by jeszcze wytłumaczyć kulturą grecko-rzymską, na której była zbudowana kultura europejska.
     Obrońcy łaciny posługiwali się argumentem, że ten język gwarantuje autentyczność depozytu wiary, który jest wartością absolutną. A każde tłumaczenie grozi zafałszowaniem prawd wiary.
     Dodatkowym argumentem było poczucie jedności, jakie dawała taka Msza święta. A mianowicie, w każdym punkcie na kuli ziemskiej katolik mógł się czuć jak u siebie w domu, uczestnicząc we Mszy świętej odprawianej po łacinie.
     Tylko nie brano pod uwagę sprawy najważniejszej, że w ten sposób religia katolicka była traktowana jako wartość importowana. A po drugie, że prawdy wiary uczone w seminariach czy na uniwersytetach w języku łacińskim musiały być i tak przetłumaczone na język ludowy przez duszpasterzy, kaznodziejów czy katechetów.
     Dopiero teraz, gdy liturgia zabrzmiała językiem narodowym, mogła być naprawdę traktowana jako wartość kulturotwórcza. Dopiero teraz można realizować namysł nad treścią i znaczeniem poszczególnych tekstów, zdań i słów. Dopiero teraz można się modlić tekstami mszalnymi jako swoimi własnymi, jako naszymi narodowymi.