REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



25 października 2009
30. NIEDZIELA ZWYKŁA

Żebym przejrzał

     Życie polityczne naszego kraju przypomina dom wariatów. A naszą sprawą jest, żebyśmy się nie dali zwariować.
     Nam nie wolno powiedzieć: „Mnie to nic nie obchodzi, niech sobie łby urywają”. Należymy do tego narodu, jesteśmy w tym państwie, o którego wolność walczyliśmy.
     No to komu wierzyć? Jakiemu czasopismu ufać? Jaki dziennik czytać? Jaki kanał w telewizorze oglądać? Jaką stację radiową słuchać? Czy jest jeszcze człowiek, któremu można zaufać? W naszym życiu politycznym afera goni aferę, skandal goni skandal, złodziejstwo goni złodziejstwo. Wygląda na to, że korupcja przeżarła wszystkich i wszystko. A my - jak kibice na meczu piłkarskim? Możemy jedynie pokrzykiwać albo klaskać.
     Trzeba nauczyć się żyć w tym bałaganie. Trafnie wybierać w tej mętnej wodzie. Znaleźć ludzi, którzy nie kłamią, którzy mają prawidłowy osąd rzeczywistości. Trzeba mieć dobrych rozmówców, ludzi z głową, uczciwych i myślących, krytycznych, obiektywnych. Takich autorów, publicystów, polityków.
     A jeżeli nikogo takiego nie znajdujesz, jeżeli rozczarował cię kolejny autorytet, miej taki zwyczaj, że przestajesz choćby na chwilę czytać gazety, wyłączasz telewizor i radio i usiłuj odnaleźć się w tym zgiełku, harmiderze, awanturach, wyrobić sobie własne zdanie, własne stanowisko, własną opinię.
     Powinien ci pomóc kościół – jako miejsce spotkań. I Eucharystia – budowanie społeczności. Żebyś wracał do równowagi. Żebyś się nie dawał okłamać. Nie tylko w sprawach religijnych, ale w sprawach politycznych. To nie luksus zarezerwowany dla niektórych ludzi. To obowiązek każdego z nas.