REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



1 września 2009
WTOREK

Zły duch

     To był Pierwszy Piątek września 1939 roku. Szedłem na Mszę świętą o godzinie szóstej rano do kościoła Świętego Stanisława Kostki na Dębnikach. Jeszcze był czas. Ubierałem się. Naraz z trzeciego piętra – mieszkałem na drugim piętrze, przy ulicy Madalińskiego 12 – woła do mnie kolega, Tadek Szczerbaniuk: „Samoloty nad Krakowem”. „Już idę!” – odkrzyknąłem i wybiegłem na korytarz po schodach na trzecie piętro, na balkon. Nad Krakowem krążył sznur trzynastu samolotów. „Łosie” – powiedział Tadek. Mówię: „Łosie mają podwójne stateczniki, a on ma pojedyncze. To może jakiś nowy model”. Przyglądaliśmy się zaciekawieni, co będzie dalej. Koło samolotów zaczęły się pojawiać białe dymki. Początkowo nie wiedzieliśmy, co to znaczy, ale domyśliliśmy się – artyleria przeciwlotnicza. Mówimy: „Jak to?” „Ślepymi nabojami strzelają? To im nic nie zrobią?”. Cały czas byliśmy przekonani, że to są ćwiczenia OPL-GAZ, obrony przeciwlotniczej, przeciwgazowej – bo na ten dzień była wyznaczona taka akcja. Aż wreszcie ten krąg został przerwany i samoloty jeden po drugim pikowały. I widać było odrywające się od samolotów bomby. To była bombardowana ulica Warszawska – wojskowy skład zaopatrzeniowy. Ale myśmy tego nie wiedzieli. „Chodźmy na wały, zobaczymy tę artylerię przeciwlotniczą, która wczoraj zaczęła się już ustawiać”. Biegniemy po schodach z trzeciego piętra. Na parterze zagradza nam drogę pan Przeniosło, tapicer z parteru – gdy się zdenerwował, zawsze się jąkał. Rozstawił ręce szeroko, zamykając nam drogę. Wykrztusił tylko jedno słowo: „Wojna”.
     To był początek naszej wojny. Której żaden z nas się nie spodziewał, chociaż atmosfera narastała.
     Zginęło bardzo wiele ludzi. Na czwarty dzień zdecydowaliśmy się opuścić Kraków. Tak jak radio nakazywało: „Mężczyźni powyżej 15 lat powinni opuścić tereny zachodnie Polski, iść na wschód”. Szli nie tylko żołnierze. Żołnierzy było najmniej. Wszyscy szli, kto tylko mógł. Kobiety z dziećmi w wózkach, mężczyźni dorośli, starcy i staruszki. Jeden potok ludzi, w gęstwinie, jak w procesji. Opuszczali Kraków, wycofując się na wschód.
     Tyle lat upłynęło, a ja mam przed oczami tę scenę i te dnie – jakby to było wczoraj. Potem ginęli ludzie. Koledzy, koleżanki, sąsiedzi.
     Dzisiaj wspominam ich wszystkich – tych, których straciłem przez tę wojnę i wszystkich tych, których nie znałem, a zginęli w czasie tej wojny. Jako ludzi, którzy mogli żyć, cieszyć się życiem, budować dalej świat, a życie im zostało odebrane przez najokrutniejszą wojnę, jaka panowała w Europie.
     Wojna jest dziełem szatana. Wojna jest zwycięstwem szatana. Jeśliby ktoś chciał wiedzieć, jak wygląda piekło, to niech się przyjrzy temu, co się działo w czasie wojny.