REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



6 czerwca 2010
10. NIEDZIELA ZWYKŁA


Tobie mówię: wstań

 
     Było wcześnie rano i jak zwykle wyszedłem na plażę w Dębkach. O tej porze było pusto. Jak okiem sięgnąć, w lewo czy w prawo, nie było człowieka. W tym wypadku był człowiek. Klęczał w piasku, twarzą zwrócony ku morzu. Byłem zaskoczony. Ubrany był w sztruksowy garnitur, beżowy. Nie rozpoznawałem go. Dopiero gdy podszedłem z boku, stwierdziłem: „A, to Jerzy”. Popiełuszko, ksiądz. Przyjechał. Tak jak zapowiadali państwo Wende. Zamieszkał u nich.
     Potem odprawialiśmy Mszę świętą o godzinie 19. Codziennie. W dwójkę, czasem on sam, czasem ja sam.
     A wieczorem szliśmy na herbatę do przyjaciół. Często do państwa Wolskich.
     Trwał stan wojenny. Dyskusje toczyły się bez końca; nawet z przekrzykiwaniem. On milczał. Gdy ktoś się do niego zwrócił, odpowiadał po cichu, krótko. I znowu milczał.
     A ja myślałem: „Jak to może być, żeby ten nieśmiały człowiek, cichy, spokojny, swoimi kazaniami i Mszą świętą odprawianą za Ojczyznę raz w miesiącu porywać potrafił masy robotników - z Ursusa i nie tylko”.