REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



8 sierpnia 2010
19. NIEDZIELA ZWYKŁA

Pochodnie gorejące

     W piątek byłem w Gdańsku na spotkaniu z grupą AA – Anonimowych Alkoholików. Od kilkunastu lat taki już zwyczaj nastał, że gdy przyjeżdżam do Dębek, to przy okazji spotykam się w Gdańsku z nimi przynajmniej raz.
     Gdy się spotykamy, najpierw ja mówię do nich referat – nie referat, kazanie – nie kazanie, potem oni mówią – po kolei: jeden za drugim, jedna za drugą. „Ja już trzy miesiące, ja już dwa lata, ja już piętnaście lat” – trwają w trzeźwości. I opowiadają, co się wydarzyło w ich życiu w ciągu tego minionego roku.
     Słucham ich opowiadań. Są do bólu prawdziwi. Mają prostotę dziecka. To są moi święci. Podziwiam ich. Przezwyciężyć głód alkoholowy, wytrwać – z pomocą Bożą - na ścieżce abstynencji, jest heroizmem.
     Jak poznaliśmy się? Jednemu z AA popadła w rękę moja książeczka „Modlitwa na każdy dzień”. Zaczął czytać w każdym dniu przygotowane teksty. Doszedł do przekonania, że to najlepszy modlitewnik, zarazem poezja. I znalazł mnie. Odtąd rozpoczął się etap stałych kontaktów z tymi świętymi ludźmi, którzy gdy się przedstawiają, mówią: „Nazywam się tak a tak, jestem alkoholikiem”. Czasem poprawiam ich: „byłem alkoholikiem”. Ale oni wiedzą, co to znaczy alkoholizm. Tu nie ma żartów. Nie przyjmują do swojego grona pijaczków, takich co pociągają codziennie po trochu. Wiedzą, że to źle się skończy. Trzeba spaść na dno i od tego dna się odbić z pomocą Bożą. I wytrwać na tej drodze, gdzie każdy dzień trzeźwy jest radością, uspokojeniem, powrotem do normalności.
     Ale życie nie jest walką z alkoholizmem czy też z jakimkolwiek innym nałogiem. To jest tylko wstępny etap. Jeden z warunków, który sobie stawiamy. A treścią naszego życia powinna być pełnia człowieczeństwa, rozwój naszej osobowości, realizacja powołania, do którego wezwał nas Bóg, zadania, jakie mamy do wykonania, w środowisku, w którym żyjemy.
     Bo czas jest krótki. Tak jak sobie uświadomiłem, że to już rok temu, gdy byłem w Dębkach – a mnie się zdaje, że to było przed paroma tygodniami. Tak przeleciał ten czas. Ile go nam jeszcze zostało? Oby jak najdłużej. Ale nie można zmarnować ani roku, ani miesiąca, ani tygodnia, ani dnia. Trzeba dać ze siebie jak najwięcej, na ile nas stać.