REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



26 grudnia
NIEDZIELA ŚWIĘTEJ RODZINY

Zwany Nazarejczykiem

     W domu Jezusa w Nazarecie wrzało. Jak woda w garnku na wielkim ogniu. Józef często pracował poza granicami Nazaretu. Ze świata przynosił rozmaite nowinki. Jezus, który pomagał ojcu w pracy miał wyostrzone ucho na tego rodzaju opowieści. Choćby jak to: przyszli starzy rodzice do gospodarza, u którego pracował Józef, że są głodni. A przecież znani byli jako ludzie zamożni. Ale majątek rozpisali pomiędzy dzieci.
     - Ale przecież dzieci powinny utrzymywać rodziców.
     - Tak, ale powiedzieli „korban”. To znaczy, że to, co mają oddać rodzicom na utrzymanie, oddają Świątyni. A Świątynia zabiera swoją należność, nie troszcząc się o to, że rodzice nie mają co jeść.
     Jezus się oburzał.
     - Odmawiają przecież Dekalog, w którym czwarte przykazanie mówi: „Czcij ojca twego i matkę twoją”. A tu zamiast czci jest okradanie.
     Józef opowiadał dalej:
     - Słyszałem, jak przy robocie przyszła sąsiadka do gospodyni i mówiła - bajkę czy anegdotę, prawdę czy fantazję - jak to modlili się w świątyni faryzeusz i grzesznik. Faryzeusz chwalił się, że płaci dziesięcinę z każdej jarzyny, którą uprawia. A akuratnie był wtedy w świątyni grzesznik, który bił się w piersi i prosił Boga o miłosierdzie, bo nie pełni przykazania Bożego tak, jak powinien. I usprawiedliwiony wyszedł nie faryzeusz, tylko grzesznik.
     W miarę jak płynęły dnie, tygodnie, miesiące i lata, Jezusa krytyka stawała się coraz surowsza. Wyrzuty, jakie miał przeciwko faryzeuszom i ich nauczaniu, były coraz poważniejsze. Doczekać się nie mógł, kiedy pójdzie do świątyni.
     Aż wreszcie, kiedy miał dwanaście lat, spełniło się Jego marzenie. Poszedł do Jerozolimy na święta Paschy. I zawieruszył się. Józef i Maria wracali po święcie w osobnych grupach. Kiedy się spotkali, okazało się, że Jezusa nie ma. Józef popadł w panikę.
     - Dokąd idziesz? – pytała Maria.
     - Pójdę szukać Go między ludźmi, może Go ktoś widział.
     - To pójdę i ja z tobą.
     Szukali Go trzy dni. Wreszcie wrócili się do świątyni i prawie przypadkiem napotkali Go, gdy rozmawiał z uczonymi w Piśmie.
     - Cóżeś nam uczynił? Oto ojciec twój i ja, Matka twoja żałośni szukaliśmy Ciebie.
     - Nie wiedzieliście, że w sprawach Ojca mojego potrzeba, abym był – usłyszeli surową odpowiedź.
     A oni się bali, że wybuchnie, że obrazi kapłanów, że mogą Go ukarać więzieniem. Na szczęście do tego nie doszło. Czy umiejętność argumentacji Jezusa, czy wyrozumiałość rozmówców uwolniła Go od kary. Niemniej, sprawa była poważna. Rodzice tłumaczyli Jezusowi, że tak nie wolno postępować.
     - Przyrzeknij, że to się nie powtórzy.
     Przyrzekał. Ale w domu nie przestawał narzekać na nauczycieli.
     Czasem przychodził do ich domu Jan, kuzyn Jezusa, który wybrał życie pustelnika. Maria i Józef bali się tych odwiedzin, rozmów, jakie prowadził on z Jezusem. - Bo szli na osobność i tam długo przestawali na rozmowach. - Bali się, że Jan namówi Jezusa, żeby poszedł z nim na pustynię. Ale Jezus uspokajał ich, że takiego zamiaru nie ma.
     Ale to oświadczenie Jezusa nie przyniosło Maryi uspokojenia. Podświadomie czuła, że Syn Jej stoi przed jakąś ważną decyzją, która przyniesie Jej dużo cierpienia. Ale na razie było wszystko dobrze. Był dom nazaretański i była miłość w tym domu.