REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



6 stycznia 2011
UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO – TRZECH KRÓLI
CZWARTEK

Mędrcy ze Wschodu

     A w Persji, jak legenda mówi, został zorganizowany zjazd mędrców. Magów. astrologów, astronomów, jasnowidzów. Specjalistów od układów gwiezdnych. Byli młodzi, byli i starzy, doświadczeni, z ogromną wiedzą, żeby uczestniczyć w tym święcie.
     Wystąpił Baltazar i powiedział:
     - W naszych świętych księgach jest napisane, że przyjdzie nowy król w Izraelu, On będzie głównym nauczycielem dla całej ludzkości. Będzie głosił, że Bóg jest Miłością. On założy nową religię. Do niej będą należeli ci, którzy żyją według prawa miłości Boga, miłości ludzi, miłości świata. I jak układ gwiazd nas poucza, ten człowiek już przyszedł na świat. Ja się wybieram do niego, żeby mu złożyć uznanie za taki dar Boży. Kto chce się dołączyć, bardzo proszę. Moja karawana będzie gotowa w najbliższych dniach.
     Zgłosili się Kasper, Melchior i był jeszcze czwarty mędrzec, który zgłosił swoją chęć. Po przygotowaniu, które potrzeba było zrobić na taką daleką wyprawę, ruszyli w drogę. Tylko we trzech, bo czwarty nie dojechał.
     Bo czwarty miał trudną drogę. Ruszył ze swego domu, żeby dołączyć do pozostałych trzech mędrców. Niespodziewanie napotkał wieś, która umierała z głodu. Deszcz nie padał trzy lata. Wszystkie trawy, zboża, drzewa owocowe uschły. Trzeba się było tym zająć. No to się zajął. Dzień za dniem płynął, a on organizował pomoc dla tych ludzi. Bo sobie myślał: „Jeżeli jest taki król, który do swojego królestwa zalicza tych, którzy kochają, no to jak mogę obejść tę nieszczęśliwą wioskę obojętnie”.
     Dotarł na to miejsce, gdzie się umówili, nie zastał oczywiście nikogo. Pojechał za nimi. Ale nie szedł szerokimi traktami, tylko bocznymi drogami, nieuczęszczanymi. I natknął się na straszliwie zniszczony kraj. Panowała zaraza. Cholera. Brak szpitali, brak lekarzy, brak lekarstw. Ludzie umierali. Nawet niepochowane ciała leżały na ulicach. Nie mógł przejść obojętnie. Zorganizował pomoc. Wreszcie sam się zaraził i poszedł do szpitala.
     Gdy wyszedł wyleczony, świat był inny. Jego karawana rozeszła się. Zastanawiał się, czy ma jechać dalej, czy wracać z powrotem do domu. Ale miał ze sobą najpiękniejszy diament świata. Tak przynajmniej oceniał sam ten kamień. Chciał go oddać temu Królowi, do którego jechał. Wobec tego ruszył w drogę dalszą, tym bardziej, ze wciąż świeciła mu gwiazda, wskazując drogę, jaką powinien się kierować.
     Wypytywał ludzi, czy jest w Izraelu jakiś nadzwyczajny władca, ale odpowiedź wciąż była taka sama – króla nie mają, tylko tetrarchę Heroda Antypasa, syna Heroda Wielkiego.
     Aż doszedł do jakiegoś wielkiego miasta, gdzie trwał targ na rynku. Sprzedawali kupcy rozmaite rzeczy, również ludzi. I nagle zobaczył, że jest do kupienia grupa obywateli jego kraju. Spytał się sprzedawcy, ile chce za uwolnienie ich. Suma była zawrotna. Wtedy zdjął z szyi łańcuch, do którego był przytwierdzony jego drogocenny kamień i pokazał go kupcowi. Ten się znał na kamieniach i powiedział:
     - Weź sobie wszystkich swoich ludzi, nie potrzebuję nic więcej od ciebie.
     I jeszcze raz się zastanowił czwarty król, czy ma jechać dalej, czy wracać do domu. Ale zdecydował się, że dojdzie do Tego, który był celem ich pielgrzymki. Tym bardziej, że wciąż świeciła gwiazda.
     Wszedł do Jerozolimy. Sklepy, stragany. Jak wszystkie miasta. Przyglądał się ludziom. Nagle zobaczył, że ulicą idzie pochód. Na czele szedł człowiek z tablicą, na której było napisane w języku hebrajskim, greckim i łacińskim: „Jezus Król żydowski”.
     Tyle legenda.