REFLEKSJE NIEDZIELNE

strona do druku



9 stycznia 2009
PIĄTEK
Msza święta pogrzebowa

Krocząc po jeziorze

     To twoje święto, Oleńko. Odprowadzamy twoje prochy do grobu.
     Przyszli do kościoła ci, którzy tylko mogli przyjść - rodzina, przyjaciele, znajomi. Reszta nie mogła – bo daleko, bo za granicą, bo zimno, bo dzisiaj pogrzeb innego pracownika uniwersyteckiej biblioteki - na Cmentarzu Rakowickim - któremu się też należała obecność.
     Miałaś szczęśliwe życie. Bo szedł z tobą twój ukochany Adam – mąż. Ale najpierw były czasy dzieciństwa i młodości. Urodzona w 1922 roku, miałaś piękne lata w wolnej Polsce. Byłaś inteligentna, zdolna, pracowita. U Sióstr Urszulanek otrzymałaś staranne wychowanie. Najpierw w szkole podstawowej, a potem w średniej. Do chwili, kiedy spadł na Polskę grom wojny 39 roku. Nie poddałaś się, wiedziałaś, że to czas twojej nauki. W podziemnym nauczaniu skończyłaś maturę, zaczęłaś studia uniwersyteckie – wybrałaś historię.
     A potem, po okupacji, wydarzenie najważniejsze w twoim życiu – wczasy studenckie w Szczawnicy 1947 i spotkanie z Adamem. Miłość od pierwszego wejrzenia, ślub 1948, małżeństwo cudowne, które przetrwała 60 pełnych lat.
     Po studiach medycznych on, zdolny kardiolog zatrudnił się w szpitalu, a ty w Bibliotece Jagiellońskiej, gdzie pracowałaś z zapałem od roku 1957 do 1973. W tym roku Adam wyjechał na kontrakt do Maroka – razem z tobą, oczywiście. Gdy kontrakt się skończył, powrót do kraju problematyczny, niebezpieczny. Szukanie miejsca do zamieszkania w Europie. Wreszcie – miasteczko Marl w Niemczech Zachodnich, potem w Münster.
     Miałaś szczęśliwe życie. Kochana przez męża, przez krewnych, przez przyjaciół. Zawsze uśmiechnięta, pogodna, z wielką zawieruchą ciemnych włosów na głowie.
     Nie obyło się w twoim życiu bez katastrofy. To był poważny wypadek samochodowy. Przedziwnym trafem nie zginęłaś. Znosiłaś dzielnie twoje leczenie i powolny powrót do zdrowia, tak jak znosiłaś z pogodą, heroicznie późniejsze trwałe cierpienie i kalectwo.
     Zebraliśmy się przy twoich prochach, aby Bogu podziękować za twoje życie, które dzieliłaś z nami. Podziękować tobie za całą twoją mądrość, dobroć, za całe twoje człowieczeństwo.
     Stoimy przy twojej urnie nie jakoby nieśmiertelni przy kimś, który zmarł. Stoimy przy twoich prochach świadomi tego, że dołączymy się do ciebie wcześniej czy później – kiedy Bóg nas powoła na drugą stronę rzeki. Dlatego nie mówimy „żegnaj na zawsze”, tylko: „do zobaczenia” - oby w niebie. Że ty jesteś w niebie, w to śmiemy mieć nadzieję, że za twoje dobre życie Bóg cię wynagrodził wiecznym szczęściem. Amen.